niedziela, 29 stycznia 2012
Ostatni zjazd
Zamiast dwóch piątek (no, może raczej czwórek) są dwa znaki zapytania ponieważ oczywiście spękałam i nie podeszłam do zerówek z praw człowieka i podatków. Wolałam przeciągnąć swoje męki o kolejny tydzień-dwa, zamiast mieć to z głowy. Typical me. Misje OBWE i ceny transferowe znudziły mi się jednak trochę, więc dla odmiany zabrałam się dziś za wójtów i starostów. I co wolno wojewodzie. Art. 164.1 Konstytucji RP: Podstawową jednostką samorządu terytorialnego jest gmina... Ni wyżyna, ni nizina,
czwartek, 26 stycznia 2012
"Wypoczywam"
...nad VAT-em, akcyzą i ordynacją podatkową. Nie potrafię napisać nic interesującego na temat Izb Skarbowych, zatem kończę na dzisiaj.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Przyszła dziś pierwszy dzień do pracy moja nowa podopieczna. Podobno ma 26 lat, ale wygląda jak dziecko 16-letnie. Boi się iść samo w teren. Czarno to widzę, choć R., która ją zna, mówi, że pozory mylą i że to twardziel jest. Kulturalny twardziel w dodatku, bo w piątek nie może iść wieczorem do pracy, bo idzie do teatru. Jak ja dawno w teatrze nie byłam... Zamiast w teatrze siedzę na Białorusi, to jest śledzę przekręty wyborcze Łukaszenki podczas wyborów w 2010 r. Może do jutra uporam się z prawami człowieka i zabiorę za Unię Europejską i prawo podatkowe.
niedziela, 22 stycznia 2012
17-tka
„Dobry ten tort – z czego?” „Z Internetu”. Zamiast kończyć referat imprezowałam sobie wczoraj rodzinnie na urodzinach Big Brotherka. Było wesoło, bo przyjechała S. (z W. – swoim, mój zapadł się pod ziemię zupełnie jak pan promotor) i rozbawiała towarzystwo pomimo chustki na łysej głowie. Okazało się przypadkiem, że znała osobiście (z pracy) patrona mojej uczelni. Świat jest malutki.
czwartek, 19 stycznia 2012
Bye, bye, baby
Chciałam jak zwykle trzymać choinkę w domu do oporu, ale w tym roku nie dało się...
Ze świąt zostały mi jeszcze resztki gwiazdy betlejemskiej (też więdnącej), duża bombka od W. na stojaku, świeczki, lampki choinkowe i trochę pierniczków nazaretańskich od zakonnic. W pracy nerwówka za sprawą Szefa, który najpierw się wtrącił i zarządził, potem powiedział, że się nie będzie wtrącał a my mamy same we własnym zakresie między sobą załatwić (to co on zarządził). Ja chciałam załatwić sprawę w sposób zupełnie inny, ale teraz mam niby wolne, ale jednocześnie związane ręce i nieprzyjemną rozmowę jutro.
środa, 18 stycznia 2012
Chillout
W pracy pustki, ludzie na urlopach, bo mają trochę luzu, ale nie ja niestety, przynajmniej na razie. Za to siedziałam sobie dzisiaj w męskim towarzystwie, bo płeć żeńską wymiotło. Dodatkowo wreszcie odpoczywam trochę od Radia Zet, którym męczy nas K. (rodzaju żeńskiego). K. (rodzaju męskiego) ustawił wczoraj też Zetkę, ale Chilli (ulubione radio W.). D. stwierdziła, że „strasznie senna u was atmosfera”, ale mnie w takiej atmosferze pracuje się znacznie przyjemniej niż przy w kółko tych samych „przebojach” i głupawych dowcipach prowadzących. Choć bywało gorzej, kiedyś przez tydzień grała Eska. To był dopiero koszmar. Wychodziłam z pracy kompletnie ogłupiała. Jak jeszcze raz K. ją ustawi, ogłoszę strajk głodowy. Wieczorem jeszcze krótka wizyta na Ursynowie i w końcu na razie mam spokój z terenem. Sesja zapowiada się hardcorowo, za 2 tygodnie 4 egzaminy w jeden weekend (3 w sobotę i 1 w niedzielę).
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Wow!
Nasz wydział powinien zmienić nazwę na WOW – Wydział od Wszystkiego. Dziś rano czekała na mnie w poczcie Koncepcja, nad którą wiele mądrych głów myślało przez 4 lata, a ja na jutro mam do Koncepcji napisać swoje uwagi. Koncepcja liczy kilkadziesiąt stron i w większości traktuje o sprawach, na których się nie znam, bo się nimi nie zajmuję. Oprócz mnie zostało w ten sposób wyróżnionych jeszcze parę osób. Ponadto wydział nasz - właściwie w całości – został wyznaczony do testowania nowego systemu informatycznego. Zabiorą nam komputery i dostaniemy terminale. Przeprowadzka z komputerów na terminale ma oczywiście nie spowodować żadnych komplikacji, utrat danych itp. Taa, już to widzę. Oprócz wyróżnienia pierwszeństwem mamy oczywiście i do nowego systemu napisać uwagi. Niedługo wszyscy zostaniemi pisarzami. Tylko ciekawe, kto za nas robotę codzienną zrobi. Ja dodatkowo oprócz pracy biurowej mam też pracę w terenie, za panią K. Na szczęście okazało się, że część terenu znajduje się po drugiej stronie ulicy. Ale odbiorę sobie z godzinkę, Szef nie musi wiedzieć, że załatwienie sprawy zajęło mi 10 minut. Niechże i ja trochę Firmę wykorzystam choć raz. Jutro jadę trochę dalej, ale też przy metrze. Będę też miała nowego pracownika, Szef przyjął dziś jakąś dziewczynę. Może jakoś się wszystko ułoży i pójdę na urlop.
niedziela, 15 stycznia 2012
Przecinek
Dwa pierwsze piątaki już w dzienniczku. Pierwszy oddany przez pana magistra od języków walkowerem, bez zawracania mi głowy jakimś tam testem (z anglika), drugi wykłócony. Przecinek vel Szybki (sprawdzenie listy obecności zajmowało mu jedną czwartą zajęć) spóźnił się na zajęcia tłumacząc, że przeszkodził mu maraton, przebiegający mu pod domem, bo wstrzymano ruch. „Trzeba było pobiec” wypaliłam, oczywiście żartem (nie mogłam się powstrzymać:-)), roześmiał się, że nie miał odpowiedniego stroju, ale chyba sobie zapamiętał, bo potem chciał mi postawić czwórkę z plusem, mimo że odpowiedziałam prawie bezbłędnie na jego pytanie. Ale w wieku lat 40-tu dorosłam już na tyle, by mieć odwagę walczyć o swoje. Będzie mi tu średnią obniżał. Tak to jest z młodymi doktorantami, zupełnie nie umieją sprawdzać i oceniać wiedzy. I czasem trzeba, żeby student bardziej doświadczony życiowo (jak przykładowo Typical, starsza od większości prowadzących ćwiczenia, a nawet od niektórych wykładowców) ich naprowadził na Właściwy Stopień. Przecinek zadał mi drugie pytanie i postawił co należało. No. Tak więc znam już na piątkę metodę pisania pracy dyplomowej, trzeba na ten przykład znać jej temat, ale niestety nasz promotor zapadł się pod ziemię i tematu nie mam. No nic, zobaczymy, może do końca semestru się znajdzie. Początek niezły, ale to niestety były te najłatwiejsze zaliczenia. Schody zaczną się za dwa tygodnie. Kupiłam sobie w nagrodę płytę Amy Winehouse i Kasabiana. Tzn. i tak bym je sobie kupiła, ale wymyśliłam sobie taki pretekst.
sobota, 14 stycznia 2012
Dziennik szkolny
Okazuje się, że nie tylko ja piszę referaty zaliczeniowe w ten sposób, że 90% czasu poświęconego na pisanie spędzam na wszystkim innym, tylko nie pisaniu. I nie tylko ja czekam bez skutku trzeci tydzień na mejla od promotora. Inni też tak mają, też mają w robocie zasuw i ogólnie nie jestem sama w tej biedzie. Zrobiło mi się trochę raźniej, choć sprawy nie wyglądają wesoło, bo dział planowania znowu upchnął nam 3 (na razie) egzaminy w pierwszą sobotę sesji. Czyli będzie bieganie z egzaminu na egzamin. Dzisiaj wyszłam do szkoły rano po siódmej jesienią, a wróciłam po siódmej, ale wieczorem, już zimą. Śnieg spadł.
piątek, 13 stycznia 2012
Piątek trzynastego
Nic mnie dziś złego nie spotkało, wręcz przeciwnie, spotkałam, a właściwie przyszedł do mnie spóźniony św. Mikołaj w osobie matuli, która przywiozła mi prezenty od dwóch D. oraz od siebie, i to całą masę, bo i pościel, i kubek z talerzykiem, i suszone owoce i czekoladki z pomarańczą i bożonarodzeniową herbatę prosto z Londynu (wprawdzie z Marks&Spencera, ale londyńskiego). Nie dadzą się spokojnie poodchudzać. D. starsza kupiła mi prezenty choć mama w delikatny sposób dawała jej do zrozumienia, żebyśmy przestały się już nimi wymieniać. Nie dociera. Z mamą pogadałyśmy sobie bardzo miło. Po raz kolejny powtórzę, rozłąka zmieniła nasze relacje o 180 stopni, nigdy nie były tak dobre jak teraz (nie licząc okresu, gdy dziecięciem byłam). Opowiedziała stukając się w czoło, jak to po raz kolejny dała się nabrać, tym razem na „badanie kości finansowane przez Unię”. Badanie odbyło się w hotelu, na wadze, którą można sobie kupić w markecie. Ale wysłuchała wykładu na temat kręgosłupa, wypróbowała masujący fotel za 1200 zł (rozłożone na 36 rat) i kupiła maść na bóle za 30 zeta. |
Archiwum
|